Alois Woldan

Mit Austrii w literaturze polskiej



Kiedy mówimy o micie Austrii w literaturze polskiej, mamy do czynienia przede wszystkim z pewnym fenomenem w literaturze okresu Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, mimo iż austriackie tropy pojawiały się w polskim piśmiennictwie już od początków ery nowożytnej. Na ukształtowanie się tego mitu – który nazwę swą zawdzięcza słynnej książce Claudio Magrisa Der Habsburgische Mythos in der österreichischen Literatur (Mit habsburski w literaturze austriackiej, 1966) – złożyły się przede wszystkim dwa czynniki. Po pierwsze, stanowiąca część Polski Galicja po I rozbiorze aż do końca I wojny światowej należała do Austrii; po drugie wspomnienia o Galicji pełniły w Polsce po 1945 r. funkcję kompensacyjną. Dokonywane w fikcji literackiej rekonstrukcje galicyjskiej przeszłości, pokazywały, że tamte czasy były lepsze, bardziej liberalne i tolerancyjne niż sytuacja „tu i teraz”. Mit Austrii w polskiej literaturze odnosił się więc do „starej Austrii”, czyli monarchii habsburskiej sprzed 1918 r., a nie do dzisiejszej II Republiki. W dużym stopniu dotyczył on kraju koronnego Galicji, która była tak polska, jak i austriacka. Dlatego też mowa zarówno o micie Galicji, jak i micie Austrii – stanowiących dwie strony tego samego medalu. W swej literackiej formie mit ten nie jest bynajmniej fenomenem małopolskim, czyli obecnym na terenach niegdyś przynależnych Austrii, lecz ogólnopolskim zjawiskiem wynikającym z pewnego napięcia między „starą” Austrią a „nową” Polską.

Wśród autorów, którzy odegrali istotną rolę w jego powstaniu i pielęgnowaniu, znajdziemy takich przedstawicieli starszej generacji, pamiętających z dzieciństwa czasy Austro-Węgier i kraj koronny Galicję, jak Andrzej Kuśniewicz (1904-1993), Julian Stryjkowski (1905-1996) i Leopold Buczkowski (1905-1996). Do tego dochodzą autorzy młodszego pokolenia, jak Andrzej Stojowski (1933-2006), Andrzej Kijowski (1928-1985) czy Anna Strońska (1931-2008), którzy nie żyli w czasach starej Austrii, ale znali ją z tradycji rodzinnych. Szczególne zainteresowanie wzbudza najmłodsza generacja „galicyjskich” autorów, jak Włodzimierz Paźniewski (ur. 1942) i Ryszard Sadaj (ur. 1950), którzy, być może pod wpływem funkcjonującego już mitu Austrii, podchwycili go w swoich tekstach. Dzieła o tematyce galicyjsko-austriackiej można znaleźć nie tylko w dorobku autorów, których pierwotnie zalicza się do tego nurtu, ale także u szeregu innych, w których twórczości pojawiają się galicyjskie akcenty, by przywołać np. Leona Kruczkowskiego, Antoniego Gołubiewa, Kazimierza Brandysa i wielu innych.

W tworzeniu się mitu Austrii można wyróżnić trzy fazy, które w żaden sposób nie pokrywają się jednak z cezurami znanymi z historii polskiej literatury powojennej (1956 r., 1968 r., 1980 r.). Pierwsza faza przypada na lata 60. XX w., kiedy to Kuśnierewicz w swych pierwszych powieściach (Eroica 1963, W drodze do Koryntu 1964), Stryjkowski w Austerii (1966) i Stojowski w Podróży do Nieczajny (1968) w bardzo różnych formach prozatorskich odwoływali się do starej Austrii. Lata 70. zdecydowanie stanowią przełom w kształtowaniu się mitu Austrii – w tym czasie powstały takie dzieła, jak Król Obojga Sycylii (1970) i Lekcja martwego języka (1977) Kuśniewicza, Romans Polski (1970), Kareta (1972) czy Zamek w Karpatach (1973) Stojowskiego, kolaże prozatorskie Uroda na czasie (1970), Kąpiele w Lucca (1974) i Oficer na nieszporach (1975) Buczkowskiego oraz wiele innych. Również lata 80. aż do przełomu w roku 1989 przynoszą szereg tekstów z akcentami galicyjskimi, jak Krótkie dni (1983) Paźniewskiego, Mieszaniny obyczajowe (1985) i Nawrócenie (1987) Kuśniewicza oraz Galicjada (1985) i Kraina niedźwiedzia (1989) Sadaja. Od późnych lat 70. wzmogło się także zainteresowanie krytyki literackiej tym fenomenem. W 1978 r. Paźniewski opublikował artykuł Literacka kariera Galicji, w 1984 r. w pracy poświęconej historykowi i politykowi Michałowi Bobrzyńskiemu pojawiło się pojęcie „mit habsburski” (Michał Bobrzyński a mit Habsburgów), w 1986 r. Ernest Dyczek pisał o „micie austriackim”, w 1987 Stefan Kaszyński opublikował studium pod tytułem Śmierć w Galicji, a w 1988 r. ukazała się jednotomowa publikacja Ewy Wiegandt o tytule Austria Felix, czyli o micie Galicji w polskiej prozie współczesnej, która już w tytule wskazuje na powiązania między „Austrią” a „Galicją”.

Można zaryzykować tezę, że wraz z przełomem roku 1989 nastąpił również koniec mitu Austrii w literaturze polskiej, bowiem w nowej rzeczywistości społeczno-politycznej III RP jego kompensacyjna funkcja straciła na znaczeniu. Nie oznacza to jednak, że temat Galicji zniknął zupełnie – mimo że brakuje go w fikcji literackiej, nadal pojawia się w tekstach publicystycznych. Austriackie elementy zostały za to nagle podchwycone przez rozkwitającą po przełomie kulturę popularną (→ mit Austrii w popkulturze) i obecne są w niej do dziś – szczególnie na terenach należących kiedyś do Galicji. Główne komponenty mitu Austrii to postać ostatniego cesarza Franciszka Józefa, struktura państwowa monarchii Habsburgów, instytucja armii cesarsko-królewskiej, kraj koronny Galicja i wielokulturowość.

Cesarz Franciszek Józef I prezentowany jest w narracjach literackich z najwyższym uznaniem i szacunkiem, w monarchicznej hierarchii zajmuje on bowiem najwyższą pozycję, która nadaje mu – podobnie do semantyki wartości „najwyższej” – niemal boskie cechy. Wyszukany ceremoniał dworski, który literaccy bohaterowie poznają podczas cesarskiego przywitania (np. w Karecie Stojkowskiego, s. 27 n., czy Galicjadzie Sadaja, s. 55 n.), podkreśla nieprzystępność władcy zajmującego „najwyższą” pozycję. W odwrotnym kierunku jednak ustawienie to umożliwia zstąpienie monarchy do poziomu poddanych, co widać w licznych anegdotach dotyczących okazywania cesarskiej życzliwości. W ten sposób cesarz przełamuje surowy ceremoniał, kiedy podczas przywitania schyla się, by osobiście podnieść perły, które pechowo upadły na ziemię młodej baronównie (Stryjkowski 1966, 42). Często ratuje sytuację, co znamy także z Marszu Radeckiego Josepha Rotha, gdzie starosta przez długi karciane swego syna znajduje się w bardzo trudnej sytuacji, a uratować go może jedynie cesarz, który pokrywa je z własnej kieszeni (Mackiewicz-Cat 1961, 327). Poprzez „zstępowanie do ludzi” cesarz udowadnia nie tylko swoją boskość, ale także swoją mediocritas – zdaniem Magrisa podstawową cechę mitu Habsburgów (Magris 1988, 18): kocha polowania w Bad Ischl, popołudniową filiżankę kawy i rogalika z rąk Kathariny Schratt, spokojne spacery w parku przy Pałacu Schönbrunn (Kudliński 1980, 58). Ta przeciętność łączy władcę z szerokimi warstwami społecznymi, z jego poddanymi. Więź ta objawia się w obchodzeniu cesarskich urodzin w każdej części monarchii jako powszechnego święta (Stryjkowski 1966, 3). Osoba cesarza funduje również – niczym starożytny heros – chronologię różniącą się od powszedniej rachuby lat. Wyrazy cesarskiej protekcjonalności tworzą historię, nadają dowolnemu wydarzeniu oprawę wydarzenia historycznego i unikatowego. Dlatego wraz ze śmiercią Franciszka Józefa w listopadzie 1916 r. umiera także cały wiek XIX, „który przetrwał z uporem aż do daty śmierci dostojnego monarchy” (Kuśniewicz 1974,30).

Analogie do starożytno-mitologicznych wyobrażeń odnajdziemy także tam, gdzie chodzi o obraz cesarza, zarówno w kontekście jego wyglądu zewnętrznego, na którym wielu się wzorowało, jak również w przypadku jego znormalizowanego wizerunku. Opisy wyglądu zewnętrznego monarchy zdominowane są przez jego bokobrody, pewien styl, który z rozmysłem naśladowany był przez członków najróżniejszych stanów „za najwyższym przykładem monarchy” (Kudliński 1980, 44). Taką brodę noszą więc nie tylko arystokraci i właściciele ziemscy, ale też żandarmi, odźwierni, dorożkarze i słudzy w synagogach. Z jednej strony podobieństwo między wszystkimi noszącymi bokobrody a cesarzem można rozumieć w sensie mitologicznego związku między pierwowzorem a jego podobiznami, co daje wyraz pewnej przynależności do ponadstanowej grupy, która łączy wszystkich brodaczy w specyficzną wspólnotę. Z drugiej strony interpretacji tego charakterystycznego dla cesarza atrybutu nadaje się również wyraźnie ironiczną nutę, która stanowi swego rodzaju konieczną odwrotność mitologicznej rekonstrukcji; bowiem tylko dzięki ironii możliwe jest ponowne sięgnięcie do archaicznych wyobrażeń:

„Bokobrody starego cesarza, którego portrety spoglądały z jednakową pobłażliwością ze ścian komend policji i recepcji lupanarów, spinały niby abstrakcyjne klamry wszystkie obsesje, mity i fobie w całość nie znoszącą komplikacji i podziałów, gdyż Kakania szukała zawsze form najprostszych” (Paźniewski 1982, 20).

Obok cesarza do uprzywilejowanych toposów mitu austriackiego należy ustrój państwowy Austro-Węgier. Posiada ona mitologiczne cechy kosmosu, w którym wszystko ma swoje miejsce i który gwarantuje wszystkim swoim częściom składowym stabilność i bezpieczeństwo. Z jednej strony duże terytorium, z drugiej zaś mocno zhierarchizowana struktura wewnętrzna tego państwa podkreślają jego kosmiczną funkcję. Hierarchiczną strukturę obrazuje przykład stolicy – Wiednia:

„Obcego zastanawiała najwięcej sama struktura stolicy, podobnej do wieży bez schodów, której każda kondygnacja stanowiła zamkniętą w sobie całość. Na szczycie, tonąc w chmurach, stał zamek, die Burg, ze starym cesarzem i dynastią” (Stempowski 1971, 321).

Ten porządek oznacza dla pojedynczego człowieka bezpieczeństwo, regularność i możliwość zaplanowania życia. Federalizm i legalizm, liberalizm i tolerancja to priorytety państwa, które czynią je przestrzenią życiową sprzyjającą egzystencji jego obywateli.

Dobre samopoczucie mieszkańców cesarstwa widać także w ich zamiłowaniu do muzyki, śpiewu i tańca, które pomagają uporać się z problemami wielkiej polityki:

„Ekspansywne Prusy coraz bardziej uzależniają słabą domenę Habsburgów. Na Bałkanach jątrzyła przeciw niej Rosja. Jednak te wstrząsy i dramaty nie zakłócają wesołej niefrasobliwości Wiednia i Budapesztu, walc i czardasz panowały niepodzielnie, książęta i hrabiowie bawili się w swych okazałych pałacach na Herrengasse, plebs tańczył i śpiewał na Praterze” (Nowakowski 1989, 199).

Muzyczny komponent austriackości, o którym tu mowa, jest także jednym z konstytutywnych elementów toposu austriackiej Arkadii. A ponieważ Austro-Węgry kojarzono z arkadyjskością, to we wspomnianym już ujęciu ironicznym podstawową formą muzyczną tego kosmosu jest operetka. Potpourri grane w jednym z licznych austriackich kurortów przez tamtejszą kapelę podczas popołudniowego koncertu ma, nawet jeśli nie bez ironii, dokumentować jedność wszystkich narodów rządzonych przez cesarza (Kudliński 1980, 49).

Idealny charakter starej Austrii, podobnie jak inne przejawy toposu Arkadii, staje się szczególnie widoczny po jej upadku. „Czyżby nadchodził zmierzch bogów? Zmierzch panowania i stolicy naddunajskiej, i genialnych rodaków? Otwierała się jakaś pustka i nicość, bo cóż mogło czy miało zastąpić lub nastąpić potem?” – czytamy w Sadze rodu Grabowskich (Kudliński 1980, 79). Konkretny porządek w habsburskim kosmosie zapewnia przede wszystkim aparat administracji państwowej, cesarsko-królewska biurokracja złożona z niezliczonej ilości urzędników różnego szczebla. Sam cesarz rozumiany jest jako najwyższy urzędnik, „najwyższy sługa” państwowy, który narzuca „kult prawa i regulaminu” (Mackiewicz-Cat 1961, 234). Niezależnie od wszystkich słabości urzędnikom udaje się wprowadzić nawet w najodleglejszych krajach koronnych porządek niezbędny do funkcjonowania państwa, który stanowi regulacyjną przeciwwagę dla wielokrotnie przywoływanego hedonizmu:

„Czasem wydawało się,że Austro-Węgry istnieją dzięki wystarczającym zapasom papieru, kalki, spinaczy, ołówków kopiowych i innych przyborów piśmienniczych, ponieważ chora na ideę walca Kakania dla zrównoważenia swych szaleństw szukała opamiętania w godzinach urzędowych” (Paźniewski 1982, 18).

Porządek ten znajduje się w ciągłym niebezpieczeństwie przekształcenia się w cel sam w sobie, a priorytety funkcjonującej administracji zagrożone są przerostem biurokracji. Nawet urzędnik najniższego szczebla już na początku swojej kariery zawodowej musi zauważyć, że najważniejsze stanowiska nie są obsadzane osobami najzdolniejszymi, lecz bogatymi ludźmi z odpowiednimi stosunkami (Sadaj 1989,205). Nieskuteczni urzędnicy, którzy nie odpowiadają cesarskiemu ideałowi, zagrażają porządkowi w kosmosie. Należy do nich np. pewien starosta, który, by wejść w posiadanie dóbr szlacheckich położonych na administrowanym przez niego terenie, fałszuje dokumenty, przekupuje świadków, a niewinnych osadza w więzieniu (Sadaj 1989, 209). Jego przeciwieństwem jest ideał urzędnika całkowicie wiernego cesarzowi, przedstawiony np. w postaci cesarsko-królewskiego konsula, który podtrzymuje działanie swojego konsulatu nawet po upadku starej Austrii, z okazji urodzin cesarza wywiesza czarno-żółtą flagę i umiera przy akompaniamencie dźwięków Marsza Radeckiego (Paźniewski 1983, 210). Tacy urzędnicy, których upostaciowania znajdziemy także w literaturze austriackiej, reprezentują kult biurokracji, stanowiący, zdaniem Magrisa, ważną cechę mitu Austrii (Magris 1988, 17).

Ponieważ mit Austrii w literaturze polskiej w dużej mierze pokrywa się z mitem Galicji, nie powinno dziwić, iż dawny kraj koronny Galicja i Lodomeria zajmuje ważne miejsce wśród wypowiedzi literackich dotyczących starej Austrii. Tak jak cała monarchia, tak i Galicja przejawia cechy kosmosu, który poprzez złagodzenie napięć między pojedynczymi narodowościami staje się dla jej mieszkańców idealną przestrzenią życiową. Jednak harmonia na tym obszarze nie jest naturalna – ma długą i zmienną historię, na końcu której stoi słynna deklaracja galicyjskiej delegacji złożona cesarzowi Franciszkowi Józefowi pod koniec 1866 r.: „Przy Tobie, Najjaśniejszy Panie, stoimy i stać chcemy!” (Mackiewicz-Cat 1961, 317; Stojowski 1972, 59; Kuśniewicz 1985, 21). W zagwarantowanej tą deklaracją autonomii galicyjskiej z 1867 r. – z literackiego punktu widzenia – ostatecznie zniesiona zostaje istniejąca od 1772 r. opozycja między Polską a Austrią: „można być dobrym Polakiem, patriotą, a zarazem uczciwym Austriakiem, bez żadnego rozdarcia w sumieniu, nie popełniając zdrady narodowej” (Gołubiew 1984, 64). Nie mija wiele czasu, a polscy patrioci z Galicji zaczynają piastować najwyższe urzędy państwowe i wywierać znaczący wpływ na jego losy:

„W roku 1897 premierem był Polak, Kazimierz hr. Badeni, ministrem spraw zagranicznych Polak, Agenor hr. Gołuchowski młodszy, ministrem skarbu Polak, Leon Biliński, poza tym czwartym ministrem Polakiem w tym rządzie był minister dla Galicji – Rittner. Prezydentem Izby był także Polak, Dawid Abramowicz. Ponieważ Badeni był jednocześnie ministrem spraw wewnętrznych, więc można bez przesady powiedzieć, że wszystkie kluczowe resorty były w rękach Polaków łącznie z kierownictwem parlamentu” (Mackiewicz-Cat 1961, 317).

O drugim obliczu tej historii sukcesu (na którą składa się tzw. polski gabinet) – o tym, że premier Badeni sprawował swój urząd niecały rok, galicyjski minister nie dysponował żadnym budżetem, a autonomia po 1867 r. wyszła na dobre tylko Polakom, nie zaś galicyjskim Ukraińcom – zupełnie się w literaturze polskiej nie mówi. W bardzo niewielu tekstach pojawiają się krytyczne spostrzeżenia dotyczące gospodarczego zacofania tego kraju koronnego i materialnej nędzy większości jego mieszkańców. Nadal mowa jest o „Nędzy Galicji” (jak w książce Stanisława Szczepanowskiego o takim samym tytule – por. Gołubiew 1984, 49 oraz Kudliński 1980, 77), a oficjalna nazwa kraju koronnego, „Galicja i Lodomeria”, zostaje przeinaczona jako „Gołicja” (od „goły”) i „Głodomeria”. Jednak nawet takie skandaliczne wady nie mogą podać w wątpliwość ogólnej pozytywnej oceny Galicji, która wynika z jednej strony z porównania z sytuacją w zaborze rosyjskim (nawet jeśli w Galicji panuje niedostatek, pod rządami cara Polakom żyje się o wiele gorzej), a z drugiej – z pełnionej przez Galicję funkcji mostu łączącego z Zachodem, Europą w czasie, kiedy nie istniało państwo polskie. Funkcja ta jednak, jak wiele innych pozytywnych cech Galicji, stała się widoczna dopiero po jej upadku: „…my tutaj w Galicji poprzez dawną Austrię, a teraz Rzeczpospolitą jesteśmy związani z Europą. Zawsze w przeszłości Galicja, choćby nie wiem jak zaniedbana, ciążyła ku kulturze europejskiej” (Stryjski 1984, 216).

Jak wiadomo, Galicję zamieszkiwali nie tylko Polacy i Austriacy, ale też mnóstwo innych grup etnicznych. Wyróżniali się spośród nich Żydzi i Ukraińcy, którzy także zajmują stosowne miejsce w micie Austrii w polskiej literaturze powojennej. W tym obrazie Żydom przypisana jest silnie integracyjna tendencja, są oni grupą narodową o największym wkładzie w utrzymanie więzi w monarchii habsburskiej, podczas gdy Ukraińcy, w austriackiej terminologii zwani Rusinami, swoimi separatystycznymi ambicjami przyczyniają się do rozpadu państwa. Żydzi są więc wyjątkowo wierni cesarzowi i dlatego otacza ich specjalna opieka monarchy: „Żydzi też są moim narodem”, powiedział ponoć Franciszek Józef (Stryjkowski 1988, 30), co miało spowodować, że podczas każdego szabatu w każdej synagodze modlono się za cesarza (Stryjkowski 1966, 63). Znaczenie Żydów jako ogniwa spajającego ponadnarodowy twór państwowy powraca w kontekście Holokaustu: „Nie będzie już, dziś już nie ma Żydów na obszarze byłych Austro-Węgier, ich, którzy, zawsze lojalni, roznosili po całej monarchii swą ruchliwą krzątaniną, językiem wyrosłym na naszej mowie – ducha wspólnoty ... nie byli właściwie ani czescy, ani węgierscy, ani galicyjscy, byli – oni jedyni (obok kasty oficerskiej i urzędniczej) – austro-węgierscy, czarno-żółci i cesarscy...” (Kuśniewicz 1974, 2).

Tak jak Żydzi gwarantują istnienie habsburskiego kosmosu, tak Ukraińcy podają go w wątpliwość. Ze względu na wiarę greckokatolicką sympatyzują z ortodoksyjnymi Rosjanami i to Rosję postrzegają jako swoją ojczyznę: „Dużo jest wśród Rusinów, wśród ludności greckokatolickiej, moskalofilów. Oni uważają za swój kraj Rosję” (Stryjkowski 1966, 47). Zamordowanie w roku 1909 przez Ukraińca Siczyńskiego namiestnika Galicji, polskiego hrabiego Andrzeja Potockiego, które ukraińscy nacjonaliści odebrali jako karę dla Polaków za uciskanie ludności ukraińskiej („Ta kula, która ugodziła śmiertelnie namiestnika Galicji, hrabiego Potockiego, odlana jest z krzywdy naszego narodu! Siczyńskiemu cześć i chwała!”; Prajs 1960, 45), stanowi pierwszy punkt kulminacyjny w sporze między oboma najliczniejszymi grupami etnicznymi Galicji i sygnalizuje zarazem, iż austriacki świat współistnienia wielu narodów jest zagrożony. Walki między Polakami i Ukraińcami o Lwów pod koniec I wojny światowej i po jej zakończeniu pokazują, że austriacko-galicyjska harmonia umknęła śmiertelnemu antagonizmowi. Za późno przychodzi – przekazane co prawda tylko w polskiej literaturze – napomnienie greckokatolickiego metropolity Andrzeja Szeptyckiego „Tylko z Polską! Pamiętajcie i przekażcie: Tylko z Polską!” (Schleyen 1967, 22), które ponownie przywołuje starą galicyjską ideę współistnienia.

Także austriacka armia ma swoje stałe miejsce w micie Austrii. Wyraża przede wszystkim wielo- i ponadnarodowy charakter państwa, dla którego stanowi najważniejszą podporę. W armii, a przed wszystkim w korpusie oficerskim, służą przedstawiciele najróżniejszych narodowości, noszący identyczne mundury, mówiący tym samym językiem (niemieckiego używano zarówno do wydawania rozkazów, jak i na co dzień) i wyznający te same ideały. W ten sposób armia jawi się jako monarchia en miniature, mikrokosmos w makrokosmosie.

„Nasz – ojca i mój – c.k. pułk ułanów imienia następcy tronu Franciszka Ferdynanda Habsburg-Este. Czerwone spodnie. Błękitne ułanki. Zielone czaka. Zbiorowisko ludzi o nazwiskach pochodzących ze wszystkich krajów byłej monarchii. Rukavina, Rokitantzky, hrabia Clary und Aldringen, Sihlava, książe Liechtenstein I doktor Rauch. Razem. Właściwie w jednej rodzinie” (Kuśniewicz 1974, 140).

Wielonarodowość armii przejawiająca się w formie imion i nazwisk w najróżniejszych językach stanowi według Magrisa jeden z centralnych komponentów mitu Habsburgów (Magris 1988, 13). Stan oficerski, który stoi na pierwszym planie w literackich obrazach cesarsko-królewskiej armii w polskiej literaturze powojennej, tworzy mitologiczne pokrewieństwo, które zajmuje miejsce pierwotnych więzów krwi i przypomina wielką rodzinę obejmującą wszystkich należących do cesarsko-królewskiej armii. Zewnętrzną oznaką przynależności do tej rodziny jest mundur, którego opisom przypada w literackich dziełach duże znaczenie. Elegancki, wielobarwny mundur oficerski pozwala wnioskować o mitologicznej sile i bojowości armii: „Huzar stał w ramie okna jak obrazek. Połyskiwał w skośnych promieniach słońca czakiem ze szczoteczką na przodzie, w niebieskim kubraczku i czerwonych spodniach mienił się cały od sznurów plecionych i złotych guzów. Takie wojsko! Jak można było wątpić o zwycięstwie!” (Stryjkowski 1966, 61). Jednak zdemaskowanie tego powiązania następuje bezpośrednio po tym, gdy okazuje się, że ów „piękny” żołnierz jest pozostałością po całym pułku unicestwionym przez wroga. Mitologiczny potencjał pięknego munduru nie zostaje więc wykorzystany, a „fałszywa” uroda nadaje się w najlepszym razie jako materiał do operetki: „Wojsko w ogóle było tak kolorowe, że mogło wprost z ulicy iść na scenę operetki...” (Rusinek 1975, 16). W ten sposób, wbrew oczekiwaniom, wojsko przypomina „podkasaną muzę”, zwraca uwagę na cechy ludyczne, które odpowiadają wspomnianemu już austriackiemu hedonizmowi. Dlatego we wspomnieniach o armii dominują orkiestry wojskowe, żołnierska piosenka, niedzielne koncerty plenerowe i Marsz Radeckiego – reprezentacyjność armii zdaje się być ważniejsza od jej właściwej, militarnej funkcji.

Mit austriacki nie jest jednak konstruowany tylko za pomocą wypowiedzi dotyczących poszczególnych obszarów dawnej Austrii i komponentów cesarstwa. Na poziomie języka tworzy go również mnóstwo zapożyczeń z tego świata. Dlatego też, by zbadać całość austriackiego mitu, należy wziąć pod uwagę również językową warstwę tekstów. Można w nich odnaleźć opisy realiów, nazwiska i cytaty, które wyrażone w tekstach w niemieckich formach językowych są szczególnie wyraźnymi inkluzjami. W ten sposób powstają dodatkowe znaczenia, które spychają w cień pierwotny sens poszczególnych pojęć. Tak oto znaczenia stają się znakami, dokonuje się zatem proces, który Roland Barthes uważa za kluczowy dla tworzenia się mitów (1957). Na poziomie wyrażenia językowego mit staje się więc formą metajęzyka (Barthes 2000).

Zapożyczenia z obszaru kuchni i gastronomii są szczególnie charakterystyczne, odnoszą się bowiem nie tylko do właściwie nieprzekładalnych realiów, ale też zwracają uwagę na właściwy mitowi Austrii hedonizm: dobre jedzenie, a w szczególności typowe dla kuchni wiedeńskiej desery, oznacza kulinarne i zmysłowe przyjemności. „Sławne Kaiserschmarren z rodzynkami (przetłumaczone na polski »grzybek!?«), czy nasze kochane knedle ze śliwkami przezwane nad Dunajem Zwetschkenknödel, czy wreszcie poczciwe naleśniki – po-wiedeńsku: Palatschinken” (Kudliński 1980, 82). Potrawy i zwyczaje żywieniowe przetrwały historyczny czas starej Austrii, a pojęcia takie jak „kajzerki” (Kaisersemmel) do dziś funkcjonują w niektórych częściach Polski. Potrawy i napoje obecne w poszczególnych tekstach opisujących realia austriacko-niemieckie wskazują na nieistniejący już świat, którego wartość polityczna od dawna należy do przeszłości, ale który nadal funkcjonuje jako wzór pewnego stylu życia: „…dawna monarchia Habsburgów sięga tam gdzie sztrudel jest znany i otoczony należytym kultem” (Kuśniewicz 1987, 99). Taką reprezentacyjną funkcję pełni także kawiarnia wiedeńska, względnie realia związane z tą instytucją: kawa ze śmietanką, kapucyn (Kapuziner, por. wł. Cappuccino), calkelner (Zahlkellner), picolo (Piccolo – najmłodszy pracownik kawiarni), Herr Ober, zahlen bitte, (Panie Ober, płacimy) i in. Niezależnie od tego, czy takie wtrącenia przytaczane są w oryginalnym niemieckim brzmieniu, czy w formie fonetycznie spolszczonej, odwołują się one do austriackiego kodu kulturowego i tym samym sygnalizują pewien styl życia związany z instytucją kawiarni i będący czymś szczególnie austriackim, obejmującym zarówno wspomniany hedonizm, jak i kawiarnię jako miejsce spotkań sztuki i bohemy („W separatkach »Kawiarni Wiedeńskiej«, tego lupanaru i siedliska wszelkich degeneracji, przyłapano szóstoklasistów z szansonistkami!”; Stryjkowski 1966, 40). W wiedeńskich kawiarniach, znajdujących się właściwie we wszystkich prowincjonalnych miasteczkach i uzdrowiskach Galicji, obecna jest jednocześnie cząstka „Wiednia”, na podstawie której powstaje związek dalekiej, marginalnej prowincji ze stolicą i siedzibą dworu. Kawiarnia ze wszystkimi właściwymi jej akcesoriami jest tym samym częścią zestawu znaków wspólnego dla Galicji i pozostałych regionów Austrii, i to nie tylko w czasie istnienia monarchii Habsburgów: „Upadały monarchie i rządy, a kawiarnia pozostawała miejscem, do którego przychodzili przede wszystkim wojskowi. Zmieniały się tylko kroje i barwy mundurów” (Paźniewski 1983, 181).

Stara Austria jako określony zestaw znaków obecna jest w polskiej kulturze także poza fikcją literacką, zarówno przed przełomem, jak i później. I przed przemianami roku 1989 można było odnaleźć austriackie znaki w formie pozostałości po zastawie stołowej i szklankach, przedmiotach wyposażenia wnętrz czy innych reliktach kultury dnia codziennego (Strońska w swej powieści eseistycznej Tyle szczęścia dla szewców z 1977 r. opisuje polowanie na takie pamiątki). Jednak po przełomie tego typu fragmenty starego świata używane są przede wszystkim w kontekstach komercyjnych: dość wymienić galicyjskie restauracje i nadawców radiowych lub to, że podobizna Franciszka Józefa do dziś zdobi nie tylko butelki z wodą mineralną, ale i wiele innych produktów. Te formy życia po śmierci sprawiają, że mit Austrii nie ogranicza się tylko do literatury i przybiera coraz to nowe formy egzystencji.

Przekład Ilona Rodzeń

 

Bibliografia

Z. Baran, Michał Bobrzyński a mit Habsburgów, [w:] „Znak” 1984, nr 350.

R. Barthes, Mitologie, Warszawa 2000, t. 2 (Pisma).

R. Barthes, Mythologies, Paris 1957.

E. Dyczek, Mit austriacki, [w:] „Kultura” 1986, nr 19.

A. Gołubiew, Szaja Ajzensztok, Kraków 1984.

S. H. Kaszyński, Śmierć w Galicji, [w:] „Nurt” 1987, nr 2. Nowe wydanie: Summa vitae austriacae. Szkice o literaturze austriackiej, Poznań 1999.

T. Kudliński, Saga rodu Grabowskich, [w:] idem, Opowiadania złośliwe i przewrotne, Kraków 1980.

A. Kuśniewicz, Eroica, Warszawa 1974.

A. Kuśniewicz, Mieszaninyobyczajowe, Warszawa 1985.

A. Kuśniewicz, Nawrócenie, Kraków 1987.

S. Mackiewicz-Cat, Był bal. Szkicehistoryczne, Warszawa 1961.

C. Magris, Der Habsburgische Mythos in der Österreichischen Literatur, Salzburg 1988.

M. Nowakowski, Elegia o umarłym świecie, [w:] idem, Karnawał i post, Warszawa 1989.

R. Paźniewski, Kakania, [w:] idem, Życie i inne zajęcia, Warszawa 1982.

R. Paźniewski., Krótkie dni, Warszawa 1983.

R. Paźniewski, Literacka kariera Galicji, „Polityka” 1987, nr 10.

J. Prajs, Krzywe litery, Warszawa 1960.

M. Rusinek, Opowieści niezmyślone dawne i nowe, Kraków 1975.

R. Sadaj, Galicjada, Kraków 1984.

R. Sadaj, Kraina niedźwiedzia, Szczecin 1989.

K. Schleyen, Lwowskie gawędy, Londyn 1967.

J. Stempowski, Od Berdyczowa do Rzymu, Paris 1971.

A. Stojowski, Kareta, Warszawa 1972.

A. Strońska, Tyle szczęścia dla szewców, Warszawa 1977.

J. Stryjkowski, Austeria, Warszawa 1966.

J. Stryjkowski, Echo, Warszawa 1988.

K. J. Stryjski, Horynieccy, Łódź 1984.

E. Wiegandt, Austria Felix, czyli o micie Galicji w polskiej prozie współczesnej, Poznań 1988.

A. Woldan, Der Österreich-Mythos in der polnischen Literatur, Wien-Köln-Weimar1996.

 

Woldan, Alois, prof. dr hab, slawista, literaturoznawca, od 2005 r. profesor w Instytucie Slawistyki Uniwersytetu Wiedeńskiego; pobyt stypendialny w Woronieżu (Rosja), lektor austriacki na uniwersytetach w Moskwie i we Wrocławiu; praca doktorska o M.A. Bułhakowie, habilitacja na temat mitu Austrii w literaturze polskiej; obszary badawcze: literatura polska, literatura ukraińska, komparatystyka literaturoznawcza. Wybrane publikacje: (red.) Między Galicją, Wiedniem i Europą. Aspekty twórczości literackiej Andrzeja Kuśniewicza, Wiedeń 2008; (red.) Europa Erlesen: Lemberg, Klagenfurt 2008; (red.) Pogłosy. Aspekty twórczości Ewy Lipskiej,Wiedeń 2011.

 

11605