Maria Wojtczak

Niemiec – Protestant versus Polak – Katolik



Obszar I Rzeczypospolitej, a później Rzeczypospolitej Obojga Narodów, począwszy od średniowiecznego osadnictwa aż po III rozbiór w 1795 r., zamieszkiwany był przez różne grupy religijne i narodowościowe – w tym Niemców. Masowy napływ kolonistów niemieckich rozpoczął się w XIII w. Byli wśród nich kupcy, chłopi, duchowni, rzemieślnicy, a przede wszystkim mieszczanie. Wzajemne oddziaływanie Polaków i Niemców kształtowało się zatem od wieków w toku codziennego życia. Z czasem wykształcił się obraz „przysłowiowego” Niemca – sąsiada w sensie współmieszkańca tej samej ziemi, ale obcego pod względem obyczajów i języka, a od XVI w. także i religii. Złe stosunki między dominującą grupą niemieckiego patrycjatu a polskim pospólstwem i plebsem, mające swój początek w XIII i XIV w., w XV stuleciu zaczęły się powoli przeradzać w antagonizm społeczno-polityczny, który z kolei w wieku XVI nabrał cech antagonizmu religijno-etnicznego. Około 1670 r. Wacław Potocki opublikował Wojnę chocimską, w której pojawia się już wcześniej krążące w przekazie ustnym przysłowie: „Jak świat światem, nie będzie Niemiec Polakowi bratem”. Potocki, z pochodzenia arianin, z przymusu katolik, skierował jednak swój antyniemiecki kompleks w stronę monarchii habsburskiej, której nienawidził za jej arcykatolickość, zaś sformułowanie o trwającym „jak świat światem” poróżnieniu Niemców i Polaków pochodzi z utworu opiewającego wojnę polsko-turecką z r. 1621, na którą Habsburgowie, wbrew zobowiązaniom, poskąpili posiłków. Wyrażone w tym przysłowiu przekonanie nie było bynajmniej wyłącznie polską wykładnią relacji sąsiedzkich: około 20 lat wcześniej Wenzel Scherffer von Scherffenstein, śląski poeta i tłumacz, sformułował takie samo wyobrażenie o Polakach i Niemcach w języku niemieckim: „So lange Welt bleibt Welt, kein Pole brüderlich es mit dem Teutschen helt”.

W kolejnych stuleciach – szczególnie w okresie narastania polskiej świadomości narodowej – funkcjonowało ono już jako „stereotyp długiego trwania” (zob. Orłowski 2003) – powielany, ożywiany, a także – zależnie od okoliczności – wzbogacany o nowe wymiary. Od czasów reformacji w XVI w. wiele z przysłów i porzekadeł ujawniających wzajemne postrzeganie się Niemców i Polaków, zbudowanych na opozycji Polak – Niemiec, zaczęło nosić w sobie również aspekt wyznaniowy, np.: „Polak katolik, Niemiec protestant”, „Co Niemiec, to odmieniec”, „Kto Niemcowi służy, temu diabeł płaci”, „Luter jesteś, nie człowiek”.

Do Polski napłynęły trzy fale reformacji. Pierwsza z nich miała miejsce w latach 20. XVI w., kiedy naukę Lutra propagowała na terenie Rzeczypospolitej literatura i wędrowni kaznodzieje. Druga nastąpiła w okresie wojny trzydziestoletniej, kiedy głównie do Wielkopolski, Prus Królewskich i północnego Mazowsza napłynęła kolejna fala uchodźców i emigrantów z Brandenburgii, Pomorza, a przede wszystkim ze Śląska. Trzecia fala osadników luterańskich napłynęła do Polski głównie z Księstwa Pruskiego i Śląska w drugiej połowie XVII w., zasiedlając, oprócz Wielkopolski i Prus Królewskich, tereny północnego Mazowsza. Ich oddziaływanie, szczególnie na polskie mieszczaństwo, było silne. W rezultacie w obrębie wielu miast współżyły środowiska luterańskie z katolickimi, równocześnie też rywalizowały one ze sobą na płaszczyźnie religijnej, a co za tym idzie – kulturowej.

Procesy te związane były ściśle z dokonującą się na tle konfesyjnym polaryzacją językową. Siłą rzeczy drogą przenikania reformacji był język, nie tylko mówiony, ale i pisany. Niemcy, rzecz jasna, bardziej skłonni byli do popierania bliskiego im zarówno pod względem języka, jak i kultury protestantyzmu, dlatego wielu niemieckich mieszkańców Śląska, Wielkopolski czy Prus Królewskich przyjmowało nową, zreformowaną wiarę chrześcijańską. Dzięki temu utrwalało się przekonanie o polskim charakterze katolicyzmu, przeciwstawianego wierze „niemieckiej” (a więc „heretyckiemu” luteranizmowi) i „ruskiej” (tj. prawosławiu).

Z czasem różnice konfesyjne zaczęły odpowiadać różnicom stanowym: luteranizm wyznawany był głównie przez stan kupiecki i wśród mieszczan, katolicyzm przez szlachtę, natomiast prawosławie określano mianem konfesji chłopskiej. Szczególna niechęć Polaków do grup innych niż katolickie narastała intensywnie podczas „potopu”. Ponieważ król szwedzki był protestantem, żyjącym w Polsce protestantom zarzucano sprzyjanie najeźdźcy. Na terenach Rzeczpospolitej dokonywały się zatem procesy polonizacji katolicyzmu w opozycji do protestantyzmu. W tym okresie w całej Europie zresztą relacje między Kościołami a państwem podlegały procesowi konfesjonalizacji. Pojęcie to obejmuje historyczno-naukową teorię o wzajemnym przenikaniu się rozwoju kościoła, państwa i społeczeństwa po okresie reformacji. Charakteryzuje ono współczesne studia nad nowożytną historią Europy. Proces ten objął fundamentalne dla historii społeczeństw europejskich przemiany o charakterze kościelno-religijnym, mentalnościowo-kulturowym i państwowo-socjalnym. Rezultatem konfesjonalizacji było „unarodowienie” religijności, tj. terytorializacja tożsamości religijnych w kontekście wydarzeń politycznych i pielęgnowanie określonych wzorców wartości oraz praktyk religijnych w taki sposób, że wyrażały one konkretny profil polityczny, kulturowy i społeczny.

Od połowy XVII w., kiedy państwo polskie przeżywało okres licznych najazdów obcych wojsk, katastrof, epidemii i trudności ekonomicznych, nastąpiła utrata poczucia bezpieczeństwa, co odbiło się na stosunku do obcych grup wyznaniowych i etnicznych – szczególnie w odniesieniu do bezpośrednich sąsiadów, w tym i Niemców. Nazywano ich zbiorowym mianem „lutrów”, a z czasem – najsilniej właśnie w czasie „potopu”– określenie to zaczęło się odnosić także do wszelkich wojsk (nie tylko szwedzkich) mówiących obcymi językami. Coraz bardziej powszechne stawało się poczucie, że każdy obcy wyznaniowo człowiek to równocześnie obce ciało w organizmie Rzeczypospolitej. Cudzoziemca postrzegano jako najeźdźcę profanującego kościoły; do grona obcych zaczęto „dopisywać” Polaków wyznania protestanckiego. W wielu miastach pruskich nasilało się znane od dawna, choć nie do końca jawne, napięcie między niemieckojęzycznymi mieszczanami a nie-niemieckojęzycznymi obywatelami, którzy stanowili ich potencjalną konkurencję. Tłem tego napięcia była różnorodność religijna. Najpierw dotyczyła ona przede wszystkim relacji chrześcijańsko-żydowskich, po reformacji jednak napięcia w obrębie grup wyznaniowych spiętrzyły się i za „obcych” zaczęto uważać również m.in. Polaków, Czechów, Holendrów.

W takich okolicznościach w XVII w. katolicyzm w Rzeczypospolitej powoli stawał się synonimem polskości, umacniając identyfikację osadzoną na pojęciu Polak-katolik. Natomiast określając Niemców, coraz częściej stawiano znak równości pomiędzy luteraninem, obcym i posługującym się językiem niemieckim. Protestantyzm przylgnął do mieszczan i nie dotarł do chłopów głównie dlatego, że katolicka obrzędowość oddziałująca silnie na emocje, wyobraźnię i poczucie piękna miała większą siłę niż twardy, chłodny, wręcz ascetyczny protestantyzm. Podobny mechanizm oddziaływania wyznania katolickiego zaobserwować można na początku XIX w., kiedy liczni niemieccy protestanci, tym razem przede wszystkim intelektualiści (wśród nich również wielu pisarzy) związani z nurtem romantyzmu, świadomie i z własnego wyboru konwertowali z wyznania protestanckiego na katolickie. Na przykład: poeta i filozof Friedrich Schlegel (1772-1829), malarz Friedrich Overbeck (1789-1869) czy pisarz Clemens Brentano (1778-1842). Pociągała ich właśnie barwna obrzędowość i emocjonalna estetyka katolicyzmu, stojąca w opozycji do surowego protestantyzmu.

Według opinii historyków Luter był postacią nierzadko głębiej osadzoną w świadomości Polaków niż niejeden narodowy bohater. Wynika to zarówno z dużej liczebności aktywnego gospodarczo żywiołu niemieckiego w Polsce, jak i z tego, że większość Niemców opowiedziała się po stronie nowej wiary. W kręgach zwolenników Rzymu każdego Niemca zaczęto stopniowo utożsamiać z Lutrem, a postać Marcina Lutra stanowiła dla Polaków schematyczny portret Niemca, na obraz którego składało się również m.in. zamiłowanie do piwa i niewybrednych uczt oraz łamana polszczyzna. Jednocześnie niechęć do Niemców z najbliższego sąsiedztwa, tj. konkurentów gospodarczych, sprawiała, iż „Lutrowi” przypisywano te cechy, które Polaków w Niemcach najbardziej śmieszyły lub irytowały. Zbiorczym określeniem „lutrów” objęto nawet tych innowierców, którzy działali już długo przed rokiem 1517, jak na przykład braci czeskich. To w tym czasie powstało powiedzenie: „Lutry, kalwiny – bezbożne syny”.

Samego Lutra określano w propagandzie katolickiej mianem diabła, a ks. Piotr Skarga pisał, że Luter „nauczył się od samego diabła argumentów przeciwko mszy świętej”. Luter stał się postacią szczególnie zohydzaną w polskiej tradycji ludowej. Opowiadano o nim, że wychowywał go i mianował nawet ministrem w piekle sam Lucyper. Pojawiło się wręcz przekonanie, że zarówno diabeł, jak i kacerze to Niemcy. Niewątpliwie zakorzenianiu się i rozpowszechnianiu w świadomości staropolskiego społeczeństwa wizerunku Niemca jako innowiercy – czyli protestanta – sprzyjał ruch kontrreformacyjny. Zabiegi propagandowe stosowane przez duchownych katolickich – poprzez słowo mówione z ambony, aktywność duszpasterską i liczne publikacje – okazały się o wiele bardziej skutecznym sposobem docierania do mas niż formy perswazji stosowane przez Kościół luterański. Stawiano więc znak równości między wystąpieniem Lutra przeciwko Kościołowi rzymskokatolickiemu a całym luteranizmem, także między „niemiecką wiarą” a protestantyzmem i heretykiem.

W połowie XVII w. pojęcie „heretyk” zaczyna się wpisywać niemal bez reszty w schemat nie tylko kogoś innego wyznania niż katolickie, obcego, ale i wroga. Znajduje to odzwierciedlenie w takich przysłowiach jak „gorszy niż luter” czy „gorszy niż kalwinista”. Wybitny kaznodzieja, jezuita Tomasz Młodzianowski (1622-1686), wzywał do braterstwa narodów w duchu Ewangelii, ale nie do braterstwa wyznań. Żaden „heretyk”, pisał Młodzianowski, a więc kalwinista czy luteranin, nie może być przyjacielem katolikowi. Jednym z efektów kontrreformacji było zepchnięcie wspólnot religijnych innych wyznań niż katolickie do rangi mniejszości wyznaniowych.

Stereotypowi szlachcic – Polak – katolik towarzyszył drugi: plebejusz – obcy – heretyk. Przysłowia typu: „Niemiec, Szwab, diabłu brat” czy hasło „każdy Polak – katolikiem” wyłączały ze wspólnoty Polaków protestantów zamieszkujących poza granicami Rzeczpospolitej, na Śląsku czy w Prusach Książęcych. W ciągu XVII w. liczba gmin protestanckich na terenach polskich została zredukowana do 10% stanu z ostatnich dziesięcioleci XVI w. Poza tym kontrreformacja w istotny sposób przyczyniła się do głębokiej integracji wyznaniowej szlachty polskiej oraz uformowania się dominującej katolickiej kultury elit. Po kontrreformacji (i unii brzeskiej w 1596 r.) katolicyzm w państwie polsko-litewskim stał się dużo mocniejszy i urósł do rangi „religii panującej” w znacznie wyższym stopniu niż miało to miejsce przed reformacją. Wyjaśnieniem takiego biegu spraw jest teoria o konstytuowaniu się narodu w odniesieniu do jego wrogów i o wrogach narodu jako warunku zrozumienia własnej jedności narodowej, wypływającej z tzw. teorii przyjaciela i wroga sformułowanej przez teoretyka prawa i politologa Carla Schmitta w jego dziele Der Begriff des Politischen (1927). Jak pisał Schmitt, odmienność wroga polega na tym, że w przypadku konfliktu staje się on utożsamieniem negacji własnej egzystencji. Należy go zatem zwalczać po to, by zachować swój własny egzystencjalny charakter życia. Tożsamość zbiorowa (świadomość bycia narodem) tworzy się w obliczu wrogich zagrożeń, powoli, w trakcie stopniowej przemiany świadomości, podczas gdy wróg coraz wyraźniej staje się przeciwnikiem formującej się świadomości zbiorowej. Zapomniany i powtórnie odkryty na przełomie XIX i XX w. Cyprian Kamil Norwid pisał, iż naród składa się nie tylko z tego, co wyróżnia go od innych, lecz i z tego, co go z innymi łączy. Postawa patriotyczna to nie ta, która nienawidzi obcych, ale ta, która miłuje swoich. Oba te spojrzenia na proces kształtowania się narodów splatają się ze sobą i stanowić mogą podłoże dla ich zrozumienia.

Pod koniec XVIII w. w granicach ówczesnego państwa polsko-litewskiego mieszkało ponad 200 tys. protestantów (w większości luteranów), ok. 7% społeczeństwa, przeważnie Niemców, posiadających ok. 80 świątyń. Pod wpływem idei oświeceniowych kruszył się kontrreformacyjny stereotyp, według którego polskość była tożsama z katolicyzmem. Luteranie cieszyli się wielką tolerancją, np. w latach 1777-1781 wznieśli w Warszawie kościół św. Trójcy przy dzisiejszym Placu Małachowskiego według projektu Szymona Bogumiła Zuga. Równocześnie dokonywał się proces odwrotny, mianowicie polonizacji środowisk luterańskich osiadłych w Królestwie Kongresowym. Spolonizowani protestanci, np. leksykograf i językoznawca Samuel Bogumił Linde (1771-1847), historyk Wojciech Kętrzyński (Adalbert von Winkler, 1838-1918), rodzina księgarza i wydawcy Gustawa Adolfa Gebethnera (1831-1901), przemysłowiec i cukiernik Emil Wedel (1841-1919), etnograf Oskar Kolberg (1814-1890), architekt Szymon Bogumił Zug (1733-1807) i wielu innych wzbogaciło swoją pracą kulturę i gospodarkę polską, przyczyniając się do zmiany tradycyjnych uprzedzeń wobec „lutrów” (zob. Eugeniusz Szulc Cmentarze ewangelickie w Warszawie, 1989).

To właśnie w XVIII w. ukształtowała się tożsamość narodowa polskich ewangelików. Na Śląsku Cieszyńskim określenia „Polak-katolik” albo „Niemiec-ewangelik” nie miały racji bytu: na tym terenie, gdzie katolicyzm utożsamiano z Habsburgami, synonimem polskości był ewangelicyzm. Polacy żyjący na terenie tzw. Księstwa Cieszyńskiego, na przełomie XIX i XX w., byli w większości protestantami, a Niemcy – katolikami. Polskość pielęgnowały tu zbory ewangelickie i ich pastorzy. Czołowi działacze polonijni na Śląsku austriackim pochodzili z kilku pokoleń rodu Michejdów. Nestor Franciszek Michejda (1848-1921) był pastorem ewangelickim. W roku 1918 został seniorem zborów ewangelickich Śląska Cieszyńskiego. Był m.in. współzałożycielem „Przyjaciela Ludu”, redaktorem „Przeglądu Politycznego”, współwydawcą polskich książek.

Dramatyczne czasy dla polskich ewangelików przyszły w czasie okupacji, kiedy ginęli oni w więzieniach i lagrach za udział w ruchu oporu lub za odmowę podpisania tzw. volkslisty. Ewangelicki pastor z Poznania, Gustav Manitius (1880-1940), na żądanie wyrzeczenia się swojej polskości miał odpowiedzieć: „Czuję się szczęśliwym, że jestem Polakiem”. Tego samego dnia został przewieziony do Fortu VII w Poznaniu, gdzie dzielił celę z historykiem profesorem Kazimierzem Tymienieckim i franciszkaninem Edwardem Frankiewiczem. Po kilku tygodniach męczarni zginął z rąk gestapo w nocy z 28 na 29 stycznia 1940 r. Biskup Juliusz Bursche (1862-1942), Polak, ewangelik, także zamordowany przez Niemców, tak pojmował swoją ewangelicką misję w Polsce:

„Myśl, dla której urzeczywistnienia oddałem swe siły: pragnąłem Kościół nasz uczynić swojskim w Polsce, dążyłem do tego, ażeby uzyskał prawo obywatelstwa, a zwłaszcza nasz Kościół polsko-ewangelicki. Musiałem i muszę po dziś dzień przeto przeciwstawiać się tym, którzy głoszą zasadę: »Co Polak to katolik«, przeciwstawiać się nie w słowach, ale w czynach” (rozmowa z ks. Dariuszem Chwastkiem, 11.12.2012).

Dziś luteranie polscy w liczbie ok. 80 tys. żyją rozproszeni w całej Polsce, a ich najliczniejsze skupisko jest na Śląsku Cieszyńskim. Ciekawe, że to, coprzez wieki określało ewangelicką tożsamość, dziś przez wielu luteranów uważane jest za przeszkodę w rozwoju polskiego protestantyzmu. Sądzą oni, że budowanie tożsamości w sposób negatywny (nie-katolik i nie-Niemiec) powinna zastąpić potrzeba określania się pozytywnego (jestem ewangelikiem i jestem Polakiem).

W momencie, kiedy Polska zniknęła z politycznej mapy Europy, w dwóch mocarstwach rozbiorowych – w Rosji oraz w Prusach, polscy katolicy stali się mniejszością wyznaniową. W stawianym na co dzień oporze wobec zaborców fundamentalne znaczenie miała stworzona przez kontrreformację formuła Polak-katolik. Podczas gdy w krajach zachodnich kształtowało się poczucie przynależności narodowej i rodziły się zręby państwa jako emanacji narodu, Polska utraciła niezależność, a tym samym i możliwość wejścia na tę drogę formowania tożsamości zbiorowej, która dominowała na Zachodzie – czyli formowania narodu w oparciu o struktury państwowe. Kiedy w Europie Zachodniej istniejące państwa tworzyły narody, w Europie Wschodniej, istniejące narody dążyły do utworzenia państwa.

W podzielonej na zabory Polsce poczucie tożsamości narodowej rozwijało się na bazie religii i języka, odrębnych wobec języków zaborców i ich religii. Podstawą poczucia przynależności do wspólnoty była więc raczej etniczność niż politycznie zorganizowany naród. W zaborze pruskim Niemcy prowadzili świadomą politykę zwalczania politycznych wpływów katolicyzmu kosztem uprzywilejowania protestantyzmu. Walka z Kościołem katolickim („Kulturkampf”) była jednocześnie, czy niejako „przy okazji”, walką władz pruskich z polskością pielęgnowaną ze szczególnym zaangażowaniem właśnie przez Kościół katolicki, a określano ją mianem „walki o kulturę”. Rząd pruski podjął na szeroką skalę akcję protestantyzacji i germanizowania ziem polskich, polegającą m.in. na sprowadzaniu z głębi Prus kolonistów niemieckich, w większości protestantów, i osiedlaniu ich na anektowanych terenach Rzeczpospolitej. Spośród 13617 osiedleńców niemieckich w Wielkopolsce w latach 1886-1907 tylko 537 było katolikami, natomiast 13080 – ewangelikami, czyli 96% wszystkich osiedleńców stanowili protestanci. Liczne ustawy kościelno-państwowe ograniczały wpływy Kościoła katolickiego na społeczeństwo, pozbawiały nadzoru nad szkolnictwem i podporządkowywały je władzom państwowym. Władze pruskie miały prawo ingerencji w sprawy personalne Kościoła (np. w 1872 r. internowano arcybiskupa gnieźnieńsko-poznańskiego Mieczysława Ledóchowskiego). Utworzona w 1886 r. Komisja Kolonizacyjna oraz tzw. rugi pruskie – masowe wysiedlenia z Prus Polaków nieposiadających pruskiego obywatelstwa – mocno osłabiały katolicyzm na wschodzie ówczesnych Niemiec. Powołany do życia w 1894 r. w Poznaniu „Ostmarkenverein” (Związek Marchii Wschodniej), popularna Hakata, czyli protestancka organizacja walcząca dla sprawy protestantyzmu, szczególnie troszczyła się o posady dla niemieckich pastorów w zaborze pruskim, także dla protestanckich (nie tylko niemieckich) prawników i sędziów. W 1904 r. Hakata kierowała do Komisji Kolonizacyjnej wyłącznie Niemców-ewangelików, repatriantów z Galicji i Rosji, utrzymywała też ścisłe kontakty z Związkiem Wszechniemieckim (Liga Pangermańska). Hakata żywiła nadzieję, że uda się jej „wbić klin między niemieckich i polskich katolików na korzyść niemieckiego protestantyzmu” (Krysiak 1919, 54-59). Związek Marchii Wschodniej był w Poznaniu i Prusach Zachodnich pionierem protestanckiej myśli, stojącej w opozycji do katolicyzmu. Germanizacja natomiast, według aktywistów Związku Marchii Wschodniej, była jednoznaczna z protestantyzacją. Uchwalone przez pruski parlament w 1886 r. ustawy były nie tylko wymierzone przeciwko Polakom, ale przeciw wyznawcom katolicyzmu w ogóle. Prusacy chronili wprawdzie niemiecką mniejszość katolicką żyjącą w zaborze pruskim, ale głównym celem ich ataku była ochrona niemieckiej świadomości narodowej, języka i kultury. Nie były to zadania o charakterze wyznaniowym, lecz narodowym.

Warto podkreślić, że poza zaborem pruskim ewangelicy i katolicy nie konkurowali ze sobą na płaszczyźnie zawodowej. Należeli do tych samych cechów, korporacji zawodowych, stowarzyszeń twórczych. Natomiast w zaborze pruskim zarówno luteranie, jak i ewangelicy reformowani traktowani byli przez przeważającą część społeczeństwa polskiego jako obcy, a często też jako wrogowie. Księża katoliccy określali ewangelików „odszczepieńcami”, „wilkami w owczarni, co w Chrystusa nie wierzą”. Zakazywano katolikom przyjmowania służby u protestantów, a małżeństwa mieszane zawierane przed pastorami uznawano za konkubinat. Dość popularna była w Wielkopolsce piosenka, której jedna ze zwrotek brzmiała:

„Gdy Polak z Niemką się brata,
tam wnet pastor do ślubu wyswata.
Diabeł w piekle się raduje,
bo heretyków tam potrzebuje.”

Niechęć wobec małżeństw mieszanych była uzasadniona obawą o utratę polskości, wtedy prawie jednoznacznej z katolicyzmem. Przysłowia typu: „Zwei Gewissen sollen nicht ruhn auf einem Kissen” (Dwa sumienia nie mogą spać na jednej poduszce), odnoszące się do małżeństw mieszanych, stanowiły w XIX w. element obrony polskości w obliczu zagrożenia ze strony Niemców. Równocześnie małżeństw mieszanych obawiali się także Niemcy (→ małżeństwa polsko-niemieckie). Dla nich stanie się katolikiem poprzez małżeństwo z Polką oznaczało utratę tożsamości niemieckiej: „Bo być katolikiem na tych terenach, oznacza stać się Polakiem” (Bock 1898, 150).

Wrogość między Polakami a Niemcami, zasygnalizowana jaskrawo w powiedzeniu „Jak świat światem, nie będzie Niemiec Polakowi bratem”, a w szczególności zawarty w niej aspekt religijny, widoczna jest u wielu przedstawicieli polskiej historiografii, literatury oraz w publicystyce politycznej, m.in. już od Jana Ostroroga, Jana Kochanowskiego, po Sebastiana Klonowica, Andrzeja Maksymiliana Fredrę i Wacława Potockiego. Jak w soczewce napięcia tamtych czasów i mechanizmy powstawania takich obrazów jak Niemiec- protestant i Polak-katolik skupia literatura niemiecka i polska powstała w XIX w. Władysław Reymont (1867-1925) przedstawia w Chłopach (1909) scenę, w której ksiądz mówi do Antka po zabiciu przez niego borowego: „był to łajdus i luter, to niewielka stała się szkoda” (Reymont 1977, 2, 320). Nazwisko Lutra użyte zostało tu przez księdza (!) jako wyzwisko, łagodzące zarazem moralny ciężar zbrodni. Jedna z bohaterek powieści Maxa Berga (1857-1908) Am alten Markt zu Posen (Na Starym Rynku w Poznaniu, 1907), Polka o imieniu Jadwiga, przyznaje: „O, gdyby nie żył już ten Bismarck. Jak ja go nienawidzę tego luterańskiego diabła!” (Berg 1907, 28). Z kolei w powieści Der Zug nach dem Osten (Pochód na Wschód) z 1898 r. autorstwa Annie Bock (1867-1905), czytamy: „To, co katolickie i polskie, tu na terenach przygranicznych, oznacza już i tak jedno… podobnie jak i to, co ewangelickie i niemieckie… polski proboszcz jest najlepszym gwarantem tego, że mieszkańcy się spolonizują” (Bock 1898, 45). Dla Hansa von Ponceta, oficera-pułkownika, ale i autora „opowieści z Niemieckich Marchii Wschodnich”, małżeństwo Polki z Niemcem, a tym samym wszelka koegzystencja polskości z niemieckością były zgodnie z tytułem jego utworu Nie do pogodzenia (Unvereinbar, 1908).

W tym samym czasie, kiedy powstawały niemieckie powieści o pruskim wschodzie (Marchii Wschodniej), w Berlinie kładziono kamień węgielny pod budowę kościoła poświęconego pamięci Wilhelma I. Dokładnie w dniu urodzin cesarza – 22 marca 1891 r. – z inicjatywą, by stworzyć miejsce upamiętniające władcę, wystąpił jego wnuk Wilhelm II. Potężny budynek kościelny wyrósł przy jednej z głównych ulic Berlina, w dzielnicy Charlottenburg. Na jego wieży zawisło pięć dzwonów, nazwanych imionami członków cesarskiej rodziny. Jeden z dzwonów nosił nazwę „Deutschland”. Czymże innym, jak nie wyrazem ścisłej więzi protestantyzmu i Hohenzollernowskiego imperializmu miał być kościół poświęcony pamięci cesarza w stolicy Prus, Berlinie. „Niemiec” miało więc znaczyć tyle, co „protestant”. Powstające w tym samym czasie w pruskim Poznaniu protestanckie kościoły „święcił” nie kto inny, jak cesarzowa Augusta Viktoria, żona Wilhelma II.

Aby zrozumieć ówczesne związki między religijnością a tożsamością narodową, należy pamiętać, że ich wzajemne relacje kształtowały przemiany kultury zachodniej, określane mianem modernizacji. Modernizacja to splot procesów, które doprowadziły do wyłonienia się nowoczesnego społeczeństwa. To właśnie modernizacja spowodowała, że idea narodu przejęła funkcje integracyjne, które przez tysiąclecia pełniła religia. Do roku 1918 obowiązywała w niemieckim prawie i historii Kościoła zasada tzw. Summepiscopatu, która mówiła o tym, że władca danego terytorium (np. pruscy królowie) zarządza na swoim terenie Kościołem ewangelickim. W Polsce procesy modernizacji i laicyzacji, które zaczęły dokonywać się w okresie oświecenia (mowa o planowanych w epoce stanisławowskiej reformach takich jak: przejęcie dóbr biskupich, kasata apelacji do Rzymu, zlikwidowanie bractw dewocyjnych i dużej części świąt kościelnych) zostały zahamowane wskutek zaborów.

Przez cały czas trwania PRL-u kościoły w Polsce były publicznym miejscem, w którym w miarę swobodnie mogły być dokonywane rytuały podtrzymujące romantyczno-etniczną ideę narodu, wytworzoną właśnie w okresie rozbiorów. Kiedy w 1978 r. Karol Wojtyła został wybrany papieżem, powszechne było przekonanie, że uosabia on wszystkie pozytywne cechy narodu polskiego i że dzięki temu wyborowi Polacy zyskali wreszcie należną im pozycję międzynarodową. Jak zauważyła Mirosława Marody, to poczucie wyniesienia narodu polskiego było oparte na przekonaniach religijnych; poczuciu, że Polacy zasłużyli na nie przez trwanie w katolicyzmie mimo narzucenia komunizmu. Dla Jana Pawła II podstawową formą polskiej tożsamości był właśnie naród, a jego nadrzędną cechą – religijność. Dzięki temu papież stał się symbolem polskiej tożsamości, która z kolei mogła uzewnętrzniać się tylko za pomocą rytuałów religijnych. „Dlatego śmierć Jana Pawła II była dla Polaków momentem najpotężniejszej od czasów pierwszej »Solidarności« manifestacji jedności narodowej.Czy tego chcemy, czy nie, śmierć Jana Pawła II przerwała trwający od początku ery nowożytnej związek pomiędzy tożsamością narodową a tożsamością religijną Polaków” (Marody, Mandes 2006).

Po 1989 r. szczególną rolę w otwieraniu się polskiej młodzieży wychowanej w katolickiej Polsce na wyznanie protestanckie odgrywa międzynarodowa wspólnota ekumeniczna powstała we francuskim Taizé, do której przybywają tysiące młodych ludzi z Polski, stanowiący jeśli nie najliczniejszą, to jedną z najliczniejszych grup narodowościowych. Latem Taizé odwiedza tygodniowo od 3 do 6 tys. młodych Polaków. Nietrudno obliczyć, że w ciągu ostatniego ćwierćwiecza liczby te urastają do niemalże milionowych. Dotychczas nigdzie – ani w Polsce, ani w Niemczech – z podobnie masowym zjawiskiem nie mieliśmy do czynienia.

Stereotyp Polak-katolik determinuje wciąż jeszcze polskie pojmowanie patriotyzmu i lojalności względem państwa i polską mitologię narodową. Kulturowy związek polskości i katolicyzmu trwa i w tych Polakach, u których katolicka świadomość jest niewielka, a także i w tych, którzy nie definiują się jako katolicy. Wyobrażenie, że Polak to katolik, bywa nośnikiem powątpiewania w patriotyzm tych Polaków, którzy są innego wyznania.

Zbitka „Polak to katolik, protestant to Niemiec” wyrażała poza tym przekonanie, iż Polska od wieków zagrożona od zachodu protestanckimi Niemcami, od wschodu prawosławną Rosją, a od północy luterańską Szwecją, tylko w katolicyzmie widziała zachowanie swojej tożsamości narodowej. Popularny dwuwiersz, fałszywie przypisywany Adamowi Mickiewiczowi: „Tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem – Polska jest Polską, a Polak Polakiem” krzepił serca Polaków w momentach próby ich wiary (choć bywał i wciąż bywa instrumentalizowany politycznie), oddawał bowiem wiedzę o dziejach polskiego społeczeństwa – mianowicie o tym, że nie sposób go zrozumieć bez pojmowania chrześcijaństwa jako wyznania katolickiego. Fakt, że próbuje się go przypisać Mickiewiczowi świadczy o woli podniesienia jego znaczenia. Na początku lat 90., kiedy debatowano w Polsce nad wyglądem nowego polskiego orła: z krzyżem czy bez w koronie, przywoływano chętnie właśnie ów dwuwiersz. Bezsprzecznie wskazuje on na chrześcijańską tożsamość Polski, jednak polski orzeł ostatecznie nie otrzymał krzyża w koronie. Polak jest najczęściej katolikiem, wynika jednoznacznie z aktualnych statystyk demograficznych i wyznaniowych. Fakt, że Niemiec jest protestantem, już tak jednoznacznie ze statystyk nie wynika, niemniej wśród niemieckich chrześcijan więcej jest protestantów niż katolików. Nie zmienia to faktu, że stereotypowe przeciwstawianie Polaka Niemcowi poprzez wyznanie jest uproszczeniem wynikającym przede wszystkim z niezrozumienia historii obydwu narodów.

 

Bibliografia

A. Bock, Der Zug nach dem Osten,Berlin 1898.

S. Dzikowski, Niemiec wyszydzony, Warszawa 1946.

M. Erzberger, Der Kampf gegen den Katholizismus in der Ostmark, Berlin 1908.

C. Gmyz, Ewangelicy polscy: http://mateusz.pl/czytelnia/cg-ewangelicy.htm, 17.01.2013.

L. Hoffmann, Die Konstitution des Volkes durch seine Feinde, [w:] „Jahrbuch für Antisemitismus“, Jahrgang 2, 1992.

Homilia Jana Pawła II w Warszawie wygłoszona 2.06.1979.

F. Krysiak, Hinter den Kulissen des Ostmarkenvereins. Aus den Geheimakten der preußischen Nebenregierung für die Polenausrottung, Posen 1919.

G. Labuda, Geneza przysłowia „Jak świat światem nie będzie Niemiec Polakowi bratem”, [w:] „Zeszyty Naukowe UAM”, Historia 8, 1968.

www.luteranie.pl

M. Marody, S. Mandes, Polak katolik,[w:] „Newsweek” 17.06.2006.

M. G. Müller, Zrozumieć polską historię, Poznań 2012.

H. Orłowski, Stereotypy „długiego trwania” a procesy nation building, [w:] A. Lawaty, H. Orłowski (red.), Polacy i Niemcy, Poznań 2003.

Rozmowa z ks. dr. D. Chwastkiem, proboszczem parafii ewangelicko-augsburskiej Świętej Trójcy w Lublinie http://www.itvl.pl/news/polak-katolik...-ewangelik (11.12.2012).

Rozmowa K. Lubczyńskiego z prof. J. Tazbirem: http://pisarze.pl/publicystyka/2923-krzysztof-lubczynski-rozmawial-z-profesorem-januszem-tazbirem.html(18.01.2013).

H. Schilling, Konfesjonalizacja. Kościół i państwo w Europie doby przednowoczesnej, Poznań 2010.

C. Schmitt, Der Begriff des Politischen, Berlin 1963.

P. Skarga, Kazania sejmowe, Wrocław 1972.

T. Stegner, Myśl protestancka. http://protestantyzm.media.pl/2-3.php (12.01.2013).

J. Tazbir, Silva Rerum Historicarum, Warszawa 2002.

J. Topolski (red.), Dzieje Wielkopolski,Poznań 1969, t. 1.

J. Tuwim, Czary i czarty polskie oraz wypisy czarnoksięskie, Warszawa 1960.

K. Wajda (red.), Polacy i Niemcy. Z badań nad kształtowaniem heterostereotypów etnicznych, Toruń 1991.

 

Wojtczak, Maria, dr hab., profesor Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, kierownik Zakładu Historii Literatury Niemieckiej w Instytucie Filologii Germańskiej UAM w Poznaniu, germanistka. Autorka rozprawy doktorskiej pt. Prowincja Poznańska w literaturze niemieckiej 1890-1918 (1995) i habilitacyjnej - Wyznania pisarek konwertytek 1850-1918 (2007). Zainteresowania badawcze: literatura niemiecka w XIX w., literatura i religia, literatura trywialna. 

 

5636